poniedziałek, 22 września 2014

poniedziałkowe szaleństwo ...

Nie mam pojęcia co mnie dziś ogarnęło.
Z niechęcią otwierałam rano oczy, zwłaszcza, iż za oknem było mokro i nic nie wskazywało na to, że zza chmur wyjdzie słońce. Miałam też ogromną ochotę spędzić ten dzień samotnie wylegując się na kanapie przed telewizorem. Niestety problemy gastryczne mojego dziecka uziemiły nas wspólnie w domu.
No i się zaczęło.... od wspólnego śniadanka, co raczej jest bardzo bardzo rzadkim widokiem w naszej rodzinie, a potem to już po -szło jak burza.
Najpierw upiekłam bulwy topinambura z czosnkiem i rozmarynem - zupełna nowość, mój pierwszy raz, i główny sprawca dalszych działań. O tak, zapach pieczonego czosnku powoli zaczął wypełniać moją kuchnię.... a kupki smakowe i węchowe popadły w jakieś szaleństwo.
Mięso mielone wyciągnięte z zamrażarki i czeka spokojnie aż odejdzie.
No tak, mąż zażyczył sobie kompot z jabłek. Pierwszy garnek, drugi garnek- napój przelany do dzbanka, butelek, ale co tu robić z rozgotowanych jabłek ...? hmmm. Rozgotować je jeszcze bardziej !!! Z miodem, cynamonem i odrobiną cukru - to będzie nadzienie do rogalików. Ha!
Acha, zapomniałam wspomnieć, iż w między czasie ugotowała się fasolka szparagowa, a rukola i pomidory czekała aby je połączyć we wspaniały dodatek do obiadu.
Mięso się rozmroziło - ale że mam smaka na dobrą i małokaloryczną żywność z pewnością nie będzie zwyczajnych smażonych mielonych. Połowę mięsa połączyłam z potarkowaną  marchewką i cukinią, cebulką i czosnkiem + różne przyprawy. Mięsno- warzywne kotlety pieką się tu po wyciągnięciu rogalików.  Z reszty  mięsa powstaną bardziej tradycyjne mielone dla bardziej wybrednych - tez raczej pieczone niż smażone.
Tak więc wstałam leniwie po 8:30, jest 14:30 - rogaliki na deser gotowe, fasolka szparagowa - jest, topinambur - jest, kotlety się pieką, sałatka do wymieszania, makaron - chwila moment i tez będzie :)
Ps. W między czasie pofarbowałam włosy, zrobiłam hennę i odkurzyłam, ulepiłam kilka zwierzątek z plasteliny, która przeżywa swoje odrodzenie w śród zabaw mojego dziecka.
Wow, co się dzisiaj dziej????

wtorek, 9 września 2014

o jak usunąć naklejki ze ścian ?????

Przestroga dla wszystkich matek chłopców, którzy poddali się reklamom.
Tak reklamom, zwłaszcza kolorowych gazetek wypełnionych dużą ilością naklejek, bo poza nimi chyba nie ma tam nic ciekawego co by mogło przykuwać ich uwagę.
I te oto naklejki sa teraz moją, matki - Zmorą 
Otóż moja matczyna miłość, została poddana próbie, uległam a i owszem, wpatrzona w "kocie" oczy mego kilkuletniego synka, i nieświadoma konsekwencji pozwoliłam na zakup takiej gazetki. jednej, drugiej, trzeciej, kolejnej..... A że dzieci twórcze są wiemy wszyscy - w tym przypadku przejaw pierwszych prac własnoręcznych można do dziś ( było ) podziwiać na ścianie jego pokoju- obklejonej tymi że naklejkami !!!!
Początkowo biła ze mnie duma, podziw jak pięknie syn ozdobił płaszczyzny pionowe w swym pokoju, z jaką precyzją i fantazją.
Jednak po kilku latach nadszedł czas, kiedy dziecko podrosło, poszło do szkoły, "wydoroślało" i stwierdziło, iż jego przestrzeń powinna nabrać innych barw. Tak więc postanowił aby zieleń pokryła żółte, jak dotąd powierzchnie.
A co z naklejkami ? taaaa........ zaszczyt ich usuwania przypadł matce.
O wielkie dzięki.
I praca się zaczęła. Najpierw ich odklejanie, czasem razem z farbą. Następnie skrobanie, namaczanie, octowanie, kolejne skrobanie, szorowanie.... niby już ich niema, ale nie!!! musiała się znaleźć taka jedna.
Po długich wyżej wymienianych czynnościach, wielokrotnie powtarzanych, wciąż przebija się w moja stronę, oskubana naklejka, już teraz ze złowieszczym, acz szczątkowym uśmiechem Zygzaka ..... o rzesz !!!
I juz teraz wiem - nie pozbędę sie jej tak szybko.....
I w takeij chwili przez myśl przechodzą wszystkie wspomnienia, wszystkie obrazki z czasów kiedy mój synek był małym chłopcem, uczepionym najpierw niczym broszka do prawej lub lewej piersi, potem nogawki, ręki,
a teraz sam wybiera kolor ścian .....
jak ten czas szybko leci ......
I juz nie będę usuwać Zygzaków i Złomków ze ścian, co najwyżej czeka mnie wymiana plakatów, zapewne najpierw z piłkarzami, potem z ulubionym zespołem muzycznym, a na końcu z gołymi babami 
Tak, mój mały chłopczyk rośnie.
PS. wracając do naklejek, pierwsza faza - usuwanie "sztuki" rozpoczęta.
przed nami jeszcze szpachlowanie, obtaśmowywanie i faza końcowa - malowania !!! JEEEE
Daj Boże sił  !!!!!!!!!